piątek, 6 lipca 2012

Polacy pokonali Kubę i wygrali grupę



Po przeciętnym meczu, który prawie o niczym nie decydował, Polacy pokonali Kubę 3:0. Zrobili kolejny krok do historycznego osiągnięcia w Lidze Światowej, bo w Sofii są faworytem do złota. W półfinale Polacy zagrają w sobotę z Bułgarią, Niemcami lub USA.

O tym kto będzie rywalem Polaków zadecyduje mecz Bułgarii z USA, który zadecyduje o kolejności w grupie E (relacja na żywo ze spotkania USA - Bułgaria o godz. 19:45 w Sport.pl). Niezależnie jednak od rywala, Polacy będą faworytem. Świadczą o tym i wyniki tegorocznej Ligi Światowej (m.in. cztery zwycięstwa z Brazylią i wyrzucenie jej z turnieju w Sofii), i bardzo dobra gra całej ekipy Andrei Anastasiego, i opinie ekspertów. - Jeśli miałbym wskazać faworytów, to w niedzielnym finale zagrają Polska - Kuba - mówił jeszcze przed piątkowymi meczami Andrea Zorzi, legenda włoskiej siatkówki.

Chwaląc oba zespoły Zorzi zwracał jednak uwagę na ich odmienne zalety. - Nie ma tam wyjściowej szóstki, jest dwunastu równych zawodników, którzy w każdej chwili potrafią zastąpić gracza, który występuje na parkiecie. To zespół, który ze światowej czołówki zrobił największy postęp w ciągu ostatnich dwóch lat. Grają na równym, bardzo wysokim poziomie - oceniał Włoch Polaków.

A o Kubańczykach mówił: - To bardzo młody, żywiołowy zespół. W Rzymie przed dwoma laty sięgnęli po srebro mistrzostw świata, ale to nie jest ta sama drużyna. Dla nich udział w turnieju finałowym Ligi Światowej jest czymś więcej niż dla pozostałych ekip. Oni jako jedyni z uczestników nie wystąpią w igrzyskach, więc w Sofii interesuje ich tylko zwycięstwo - zaznaczył.

Obserwując piątkowy mecz z wieloma błędami momentami można było odnieść wrażenie, że oba zespoły grają o nic, że spotkanie nie ma stawki. I poniekąd tak było - Polacy i Kubańczycy byli pewni awansu do półfinału i jednocześnie nie mieli żadnego wpływu na wybór kolejnego rywala - ten przywilej mieli grający wieczorem gospodarze, Bułgarzy.

Kibiców nie porwali - po obu stronach siatki zdarzały się błędy, w drugim secie irytująco proste i częste. I Polacy, i Kubańczycy grali tak, jakby chcieli wykorzystać luźniejszy moment turnieju i bez presji poćwiczyć uderzenia, i m.in. z tego powodu oba zespoły zdobyły wiele punktów po błędach rywali.

Ale te nieudane serwisy, słabsze rozegranie i gorszy odbiór to tylko pozory, na które nie będzie miejsca w sobotnich półfinałach i, być może, prorokowanym przez Zorziego finale. Kubańczykom na triumfie w Sofii zależy, dla nich finał Ligi Światowej to koniec sezonu i szansa na zdobycie trofeum, które ukoi nerwy zszargane nieudanymi kwalifikacjami do igrzysk - w kwietniu, w północnoamerykańskich kwalifikacjach przegrali w półfinale z USA. W turniejów kwalifikacyjnych w Berlinie ulegli w szalenie zaciętym spotkaniu 2:3 Niemcom. Wcześniej, w rozgrywanym pod koniec 2011 roku Pucharze Świata w Japonii, gdzie awans wywalczyła Polska, Kubańczycy zajęli piąte miejsce - do awansu zabrakło im pięciu punktów.

Ale na trofeum zależy także Polakom - Anastasi nie kalkuluje, jakby przed igrzyskami chciał przyzwyczaić zespół tylko do wygrywania. - Musimy w końcu sobie uświadomić jak jesteśmy silnym zespołem, ale jednocześnie mocno stąpać po ziemi. Nie możemy zachwycać się zwycięstwami nad Canarinhos, bo jesteśmy w stanie wygrać z każdym - mówił po czwartkowym zwycięstwie 3:2 z Brazylią Michał Winiarski.

To właśnie on zdobył w piątek pierwszy punkt. Za nim poszła mocna zagrywka, która utrudniała Kubańczykom rozegranie. Polacy momentami prowadzili 8:4 czy 15:11, chwilami tylko 12:10 czy 23:21, ale rywalom na dużo nie pozwolili. Seta wygrali pewnie, choć nie mieli ani jednego punktowego bloku, który z reguły jest ich mocną stroną.

Jeśli ktoś spodziewał się w grze Kubańczyków werwy i złości wznoszącej na wyżyny po przegranych kwalifikacjach to igrzysk, to się srogo zawiódł. To raczej Polacy - często Zbigniew Bartman, ale także Bartosz Kurek i Piotr Nowakowski - pobłyskiwali, to biało-czerwoni w kluczowych momentach grali lepiej. Drugiego seta wygrali do 20.

W trzecim secie, przy wyniku 16:16, Bartman popełnił jednak dwa błędy z rzędu, Anastasi zastąpił go Jakubem Jaroszem. I, jak się to już w kadrze Anastasiego zdarzało, ten zadziałał jak talizman. Sam punktów od razu nie zdobył, ale zrobił to Nowakowski, a chwilę później zadziałał polski blok. A później znów. I znów, na zwycięstwo. W najważniejszym momencie Polacy znów byli lepsi.

I jeśli w sobotę, już przy pełnej mobilizacji i koncentracji, pójdą za ciosem, to w swoim 15. starcie w Lidze Światowej powinni po raz pierwszy awansować do finału. A w niedzielę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz